Dlaczego Brooklyn nocą jest taki piękny? Czy człowiek, który stworzył zarys tego miasta był świadomy, że zapiera on wdech w piersiach? Tego nie wiem, lecz jednego jestem pewna- odwalił kawał dobrej roboty. Mogłabym podziwiać zachody słońca codziennie, a tym bardziej gdybym miała wstęp na jeden z tych wielkich biurowców.
Przesunęłam nerwowo palcem po największym przycisku na aparacie cyfrowym i zamknęłam lewe oko, aby zrobić kolejne niesamowite zdjęcie nieba, które przypominało o tej wieczornej porze morze ciepłych barw przechodzące w zjawiskowy fiolet. Cóż za połączenie.
-Wow..-wykrztusiłam przyglądając się małemu ekranikowi sprzętu.
Uniosłam głowę chcąc po raz ostatni ujrzeć ten niezapomniany widok. Most brooklyński na tle tegoż naturalnego dzieła wygląda o wiele korzystniej.
Z transu wybiło mnie mocne szturchnięcie, przez które o włos nie wypuściłam z dłoni cyfrówki.
-Cholera, wybacz. -wychrypiał mężczyzna.
Spojrzałam na niego przez ramię z wyrzutem malowanym na twarzy, ale gdy zobaczyłam jak jego ogromny pies zaplątał go we własną smycz, zaśmiałam się cicho.
-Nic się nie stało.-odparłam z lekkim uśmiechem.-Pomóc?
Chłopak westchnął ciężko i podniósł na mnie swój zirytowany wzrok.
-Mogłabyś to potrzymać?-podał mi zieloną torbę, którą od razu chwyciłam.
Uniosłam nieco brew, będąc pod wrażeniem jak sprawnie wyplątał się z tej "psiej" sieci. Dosłownie, w ciągu kilku sekund.
-Ten pies to diabelskie cholerstwo..-burknął pod nosem, otrzepując w tym samym momencie spodnie. Wziął ode mnie ciężką torbę, w której prawdopodobnie były zakupy. Mogę to wręcz stwierdzić po wystającym kartonie mleka.
-A ponoć to najlepsi przyjaciele człowieka.-mruknęłam zerkają rozbawiona na młodego owczarka.
-Nie sądzę, aby tak było.-pokręcił przecząco głową na moje słowa.
Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy, lecz nie na długo, gdyż oczywiście mam w swoim zwyczaju dyskretnie przyjrzeć się nowo poznanej osobie. Hmm..W tym przypadku nie wyszło tak bardzo dyskretnie jakbym chciała. Nie mam pojęcia ile gapiłam się na niego, ale po wyrazie twarzy obcego stwierdzam, że za długo. Włosy w nieładzie, oczy niebieskie. Choć nie do końca wspomniany kolor odzwierciedla tą przedziwną barwę. Mogłabym się pokusić na stwierdzenie, że to połączenie zieleni z niebieskim. Boże nie wiem, ale dziękuje ci, że spotkałam takiego przystojniaka przy takim pięknym zachodzie słońca. Jak wrócę do domu to zapisze ten dzień w swoim małym kalendarzyku z wykrzyknikiem. Dobra, dwoma wykrzyknikami.
-Coś nie tak?.-zapytał zniesmaczony marszcząc gęste brwi
Zamrugałam kilkakrotnie, robiąc pare kroków do tyłu i wymuszając kaszel.
-Nie, nie. Po prostu zamyśliłam się.-machnęłam ręką, wciąż krztusząc się własnymi słowami.
Kiwnął mało przekonująco głową.
-Dziękuje za pomoc, bez ciebie nie dałbym rady z nim.-uśmiechnął się, przyciągając psa za smycz. Mimika twarzy chłopaka gwałtownie się zmieniła, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Spojrzał prosto w moje szeroko otwarte oczy, nieustannie marszcząc swoje brwi.
-Nie przypominam sobie, żebym usłyszał Twoje imię w ciągu tego ekspresowego spotkania.-odparł z niekrytą nonszalancją, a na jego idealnie zarysowanych wargach zagościł uroczy uśmiech.- Jestem Robert.-wyciągnął do mnie dłoń, wcześniej przekładając czarną smycz do drugiej.
Nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji...Przecież tylko przez dobry moment trzymałam jego zakupy, aby mógł uwolnić się z smyczowej pułapki.
-Umm Brooklyn.
Przesunęłam nerwowo palcem po największym przycisku na aparacie cyfrowym i zamknęłam lewe oko, aby zrobić kolejne niesamowite zdjęcie nieba, które przypominało o tej wieczornej porze morze ciepłych barw przechodzące w zjawiskowy fiolet. Cóż za połączenie.
-Wow..-wykrztusiłam przyglądając się małemu ekranikowi sprzętu.
Uniosłam głowę chcąc po raz ostatni ujrzeć ten niezapomniany widok. Most brooklyński na tle tegoż naturalnego dzieła wygląda o wiele korzystniej.
Z transu wybiło mnie mocne szturchnięcie, przez które o włos nie wypuściłam z dłoni cyfrówki.
-Cholera, wybacz. -wychrypiał mężczyzna.
Spojrzałam na niego przez ramię z wyrzutem malowanym na twarzy, ale gdy zobaczyłam jak jego ogromny pies zaplątał go we własną smycz, zaśmiałam się cicho.
-Nic się nie stało.-odparłam z lekkim uśmiechem.-Pomóc?
Chłopak westchnął ciężko i podniósł na mnie swój zirytowany wzrok.
-Mogłabyś to potrzymać?-podał mi zieloną torbę, którą od razu chwyciłam.
Uniosłam nieco brew, będąc pod wrażeniem jak sprawnie wyplątał się z tej "psiej" sieci. Dosłownie, w ciągu kilku sekund.
-Ten pies to diabelskie cholerstwo..-burknął pod nosem, otrzepując w tym samym momencie spodnie. Wziął ode mnie ciężką torbę, w której prawdopodobnie były zakupy. Mogę to wręcz stwierdzić po wystającym kartonie mleka.
-A ponoć to najlepsi przyjaciele człowieka.-mruknęłam zerkają rozbawiona na młodego owczarka.
-Nie sądzę, aby tak było.-pokręcił przecząco głową na moje słowa.
Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy, lecz nie na długo, gdyż oczywiście mam w swoim zwyczaju dyskretnie przyjrzeć się nowo poznanej osobie. Hmm..W tym przypadku nie wyszło tak bardzo dyskretnie jakbym chciała. Nie mam pojęcia ile gapiłam się na niego, ale po wyrazie twarzy obcego stwierdzam, że za długo. Włosy w nieładzie, oczy niebieskie. Choć nie do końca wspomniany kolor odzwierciedla tą przedziwną barwę. Mogłabym się pokusić na stwierdzenie, że to połączenie zieleni z niebieskim. Boże nie wiem, ale dziękuje ci, że spotkałam takiego przystojniaka przy takim pięknym zachodzie słońca. Jak wrócę do domu to zapisze ten dzień w swoim małym kalendarzyku z wykrzyknikiem. Dobra, dwoma wykrzyknikami.
-Coś nie tak?.-zapytał zniesmaczony marszcząc gęste brwi
Zamrugałam kilkakrotnie, robiąc pare kroków do tyłu i wymuszając kaszel.
-Nie, nie. Po prostu zamyśliłam się.-machnęłam ręką, wciąż krztusząc się własnymi słowami.
Kiwnął mało przekonująco głową.
-Dziękuje za pomoc, bez ciebie nie dałbym rady z nim.-uśmiechnął się, przyciągając psa za smycz. Mimika twarzy chłopaka gwałtownie się zmieniła, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Spojrzał prosto w moje szeroko otwarte oczy, nieustannie marszcząc swoje brwi.
-Nie przypominam sobie, żebym usłyszał Twoje imię w ciągu tego ekspresowego spotkania.-odparł z niekrytą nonszalancją, a na jego idealnie zarysowanych wargach zagościł uroczy uśmiech.- Jestem Robert.-wyciągnął do mnie dłoń, wcześniej przekładając czarną smycz do drugiej.
Nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji...Przecież tylko przez dobry moment trzymałam jego zakupy, aby mógł uwolnić się z smyczowej pułapki.
-Umm Brooklyn.
Komentarze
Prześlij komentarz