Siedziałam w aucie, opierając bolącą głowę o zagłówek fotela. Przez ostatnie dni jedyne o czym marzyłam to znaleźć się jak najszybciej w swoim łóżku, zamknięta w objęciach puchowej kołdry...Ale nie wszystkie marzenia się spełniają. Cały tydzień pomagałam tacie w przygotowaniach do urodzin lokalu, stuknęło okrąglutkie 18 lat. Kiedy skończyłam roczek, moi rodzice otworzyli ich drugie dziecko i zaczęli żyć we własnym "śnie". Uchyliłam powiekę, mając nadzieję, że ojciec jest w trakcie zamykania drzwi od knajpki, lecz wciąż wszędzie były pozapalane światła, a przy wejściu nie było żywej duszy. Och losie ile bym dała, żeby wracać już do domu i mieć to za sobą. Jestem pewna, że tato jest tak samo, albo i bardziej wyczerpany ode mnie. Wystrój sali, specjalne dania, wypieki i prezenty dla gości...Tyle go to kosztuje stresu i nerwów, ale widać, że kocha to co robi. Przez te 5 dni nie usłyszałam z jego ust, ani razu słowa "zmęczenie" lub jakiekolwiek marudzenie. Podskoczyła...
*2 tygodnie później* -Brook!-nieznośne krzyki dobiegały zza ściany.-Brooklyn! Cholera jasna, bo ja.. Jęknęłam głośno wybudzona z twardego snu, który choć trochę mi się należał po wczorajszej pracy w knajpie ojca. -Moment! Dopiero otworzyłam prawe oko!-Wymamrotałam nieco głośniej. Przetarłam dłońmi zaspaną twarz i uniosłam lekko głowę, aby sprawdzić, która godzina. No to jakaś kpina. Pomyślałam widząc, iż dochodzi dopiero ósma. Czego oni mogą ode mnie chcieć tak wcześnie? Przecież dobrze wiedzą, że sobota to jedyny dzień w tygodniu, w którym mogę choć trochę dłużej pospać. -Co za ludzie..-Szepnęłam pod nosem, idąc do drzwi i opuszczając swój pokój. Przeczesałam palcami splątane włosy, kiedy luźnym krokiem pokonałam kilka stopni. No tak, obudzili mnie, a teraz nikogo tu nie ma. Jeszcze tylko kilka miesięcy i nie będę musiała znosić tego złośliwego terroru ze strony nowej kobiety swojego ojca. Codziennie zastanawia mnie to jak ojciec mógł pokochać kogoś równie okropnego...