Siedziałam w aucie, opierając bolącą głowę o zagłówek fotela. Przez ostatnie dni jedyne o czym marzyłam to znaleźć się jak najszybciej w swoim łóżku, zamknięta w objęciach puchowej kołdry...Ale nie wszystkie marzenia się spełniają. Cały tydzień pomagałam tacie w przygotowaniach do urodzin lokalu, stuknęło okrąglutkie 18 lat. Kiedy skończyłam roczek, moi rodzice otworzyli ich drugie dziecko i zaczęli żyć we własnym "śnie".
Uchyliłam powiekę, mając nadzieję, że ojciec jest w trakcie zamykania drzwi od knajpki, lecz wciąż wszędzie były pozapalane światła, a przy wejściu nie było żywej duszy.
Och losie ile bym dała, żeby wracać już do domu i mieć to za sobą. Jestem pewna, że tato jest tak samo, albo i bardziej wyczerpany ode mnie. Wystrój sali, specjalne dania, wypieki i prezenty dla gości...Tyle go to kosztuje stresu i nerwów, ale widać, że kocha to co robi. Przez te 5 dni nie usłyszałam z jego ust, ani razu słowa "zmęczenie" lub jakiekolwiek marudzenie.
Podskoczyłam na siedzeniu, kiedy ktoś zapukał do szyby od strony kierowcy. Automatycznie wyprostowałam się jak struna i otworzyłam szeroko oczy, widząc tylko ciemną postać po drugiej stronie drzwi.
O zgrozo...Moje serce właśnie biegnie w maratonie, a ręce zamieniły się w galarety.
Przełknęłam ślinę i lekko uchyliłam szybę, tak aby usłyszeć tylko co obcy ode mnie chce. Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie nic prócz tego jednego słowa.
-Słucham?
Do moich uszu dotarła znana mi piosenka "I feel it coming" i mimowolnie kąciki moich ust drgnęły. Uwielbiam tą piosenkę.
-Brooklyn?-Zachrypnięty głos przebił się przez cichą melodie, która wypływała ze słuchawek mężczyzny przede mną. Zdecydowanie mogę stwierdzić, iż była to płeć przeciwna, żadna zdrowa kobieta nie miałaby takich szerokich barków oraz głębokiego głosu. Choć z tym głosem...trafiają się przypadki.
-Przepraszam, ale nie wiem kim Pan jest.-pokręciłam głową, zapalając szybkim ruchem światełko nad sobą. Byłam przerażona i jedyne czego chciałam to zobaczyć twarz faceta, który znał moje imię.
Ujrzałam niebieskie tęczówki, które błyszczały w lekkiej poświacie dochodzącej z auta, lecz nie ruszyłam się z miejsca chcąc podziwiać ich niemożliwie dziwną barwę. Uśmiech wkradł się na wargi chłopaka, który przejechał sprawnie palcem po parującej szybie rysując znak zapytania.
Sunęłam wzrokiem za jego poczynaniami i zmarszczyłam brwi, przenosząc wzrok z powrotem na Roberta.
-Znak zapytania?-odparłam, lecz zabrzmiało to jak pytanie.
Palec jeździł po szybie w ekspresowym tempie, pisząc słowo po słowie. Na mojej twarzy zagościł uśmiech, kiedy starłam się sklecić z tego pytanie, które chciał mi zadać.
-Co robisz...Tak późno..-Przechyliłam głowę w bok, marszcząc lekko nos, kiedy jedna literka zniknęła i wyraz stracił jakikolwiek sens.- O tej porze?
Dopisał szybko słowo "Sama", a z mojego gardła wyrwał się cichy chichot.
-Czekam na tatę.-wskazałam kciukiem na budynek.
Ciemny blondyn przysunął się do szyby i chuchnął kilka razy, aby ponownie zaparowała i dzięki temu mógł napisać na niej kilka słów.
Uniosłam lekko brwi, czytając po kolei idealnie napisane wyrazy, które składały się w jedno krótkie zdanie "Nie mogę doczekać się jutra".
Spojrzałam na niego i jedyne co mogłam dostrzec to dłoń, która powoli sunęła się po szybie w dół. Sylwetka zginęłam w ciemnościach, a zaraz z nią słowa na szybie. Przesunęłam powoli palcami po kosmykach puszczonych włosów i odetchnęłam głęboko.
Czułam się jak w filmie...Noc, samotna dziewczyna i przystojny chłopak, który z lekka mnie przerażał. I zaznaczam to nie był film romantyczny, tylko horror.
Mogłabym rzec, że ten typ mnie prześladuje, lecz skąd mógł wiedzieć, że tutaj jestem, tak samo gdy wpadliśmy na siebie w sklepie, a raczej to ja wpadłam na niego. Nie potrafię pojąć zbiegów okoliczności, ale te są prawdziwe i przerażające. Jest ciemno, więc jakim cudem dostrzegł, że to ja siedzę w samochodzie. Może sam nie był pewny i zrobił to na wyczucie? Sama nie kupuję tej wersji, ale inne nie potrafię w tym momencie wymyśleć.
-Brook!-Podskoczyłam na siedzeniu, słysząc nagły krzyk.
Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego tatę.
-Wracajmy, już późno. A jutro czeka nas jeszcze dużo pracy.-Powiedział, zapinając pasy bezpieczeństwa.
Po powrocie do domu rzuciłam się na łóżko, nadal mając w głowie tę dziwną sytuacje z Robertem. Poznaliśmy się przy moście, zmieniliśmy ze sobą dosłownie tylko kilka zdań. Wspomniałam mu tylko raz o tej imprezie i szczerze? Nie sądziłam, że weźmie to sobie tak do serca. Moje relacji z mężczyznami nie układały się pomyślnie, zawsze było coś nie tak i kończyło się na kilku randkach, nigdy nie wynikało z tego coś więcej. Byłam skazana na krótkie, przelotne znajomości. Ale nie zależało mi na czymś takim, jestem zwolenniczką głębokiej i namiętnej miłości, która sprawia, że nie widzisz świata poza swoim ukochanym i chcesz być częścią jego życia. Uczucie, które zarazem wyniszcza i buduje, sprawia, że nie liczy się nic innego i nie chcesz, aby się liczyło. To miłość wypalająca od środka, pozostawiająca po sobie żar nie do ugaszenia. Jak głupia wierzę, że przytrafi mi się w życiu coś tak pięknego, a zarazem nierealnego. Nie wiem skąd marzę o takiej zagorzałej miłości, może obejrzałam za dużo filmów z tym wątkiem, lecz nie potrafię wymienić choćby jednego, w którym widziałabym takie uczucie, które można byłoby nazwać żywym ogniem.
Uniosłam się, kiedy wyświetlacz mojego telefonu zabłysnął. Achh, nie koniec niespodzianek na dzisiaj.
Od: Nieznany
Tak późna godzina, a w twoim pokoju wciąż palą się światła? x
Otworzyłam usta i odskoczyłam z łóżka biegnąc do okna, w dłoni ściskałam komórkę i wypatrywałam jakiejkolwiek postaci przez szybę. Krew w moich żyłach przyspieszyła, przez co moje policzki stały się mocno różowe. To niemożliwe, aby ktoś mógłby mnie cały czas obserwować i śledzić, każdy ruch. W tej chwili miałam ochotę wybiec z domu i szukać tego gnojka, który wybrał sobie mnie jako punkt zaczepienia do żartów. Przeniosłam wzrok na telefon, który zawibrował w mojej ręce, przycisnęłam go do klatki piersiowej i jednym ruchem zasłoniłam roletę.
Od: Nieznany
Pięknie się złościsz, ale z uśmiechem bardziej Ci do twarzy. ;)
Wbiegłam na łóżko, gasząc lampkę i zakopałam się pod kołdrę. Oddychałam ciężko, przesuwając powoli wzrokiem z jednej wiadomości na drugą. To w żadnym wypadku nie było śmieszne, jestem obserwowana przez obcego faceta.
O Panie za jakie grzechy...
-Brooklyn!-wydarł się tato, kiedy wciąż ślęczałam nad aparatem na zapleczu knajpy.
Westchnęłam cicho i spakowałam sprzęt do specjalnego kuferka, po czym weszłam na kuchnię.
-Co jest? Musiałam sprawdzić czy aparat jest gotowy na otwarcie.-przetarłam zmęczoną twarz dłonią.
Przespałam zaledwie kilka godzin, przez co dzisiaj czuje się jak zwłoki, które ktoś niepotrzebne przywrócił do "życia".
-Zaraz otwieramy, ale wiesz, że będziesz potrzebna dopiero po południu. Jedź do domu i ogarnij się, nie wyglądasz za dobrze.-mężczyzna skrzywił się patrząc na mnie.
Zaśmiałam się cicho i oparłam o blat za sobą.
Dziękuje za te słowa pocieszenia były bardzo trafione w punkt!
-Tak, domyślam się. Dzięki.-parsknęłam i zarzuciłam pasek od kuferka, po czym poszłam do wyjścia.-Do później!-krzyknęłam i opuściłam lokal.
Mroźne powietrze rozwiało moje włosy na boki, czułam się jakby tchnęło we mnie nowe życie. Wsiadłam do swojego auta i wróciłam do domu, chcąc zdrzemnąć się jeszcze na kilka godzin.
Obudził mnie dźwięk ustawionego wcześniej alarmu, musiałam go nastawić inaczej prawdopodobnie dotarłabym na imprezę z poważnym opóźnieniem. A tego bym sobie nigdy nie wybaczyła.
Ubrałam standardowy komplet, czarne jeansy, koszulka i na to bluza w kolorze spodni. Musiałam czuć się swobodnie, chciałam uzyskać jak najlepsze ujęcia.
Zaparkowałam po drugiej stronie ulicy, ponieważ obok restauracji wszystkie miejsca parkingowe zostały zajęte, przebiegłam przez jezdnię i znalazłam się wewnątrz pomieszczenia. Wszystkie stoliki były oblężone przez śmiejących się, rozmawiających ze sobą gości, pomiędzy nimi przeskakiwali kelnerzy z pełnymi tacami świeżego jedzenia lub brudnych naczyń.
Uśmiech zagościł na mojej twarzy, wyjęłam aparat i pstryknęłam pierwsze zdjęcia, na których Mark i Joe ( to nasi najlepsi kelnerzy) podają kolorowe drinki dla największego stolika. Pomachałam im na powitanie.
Ruszyłam w głąb knajpy robiąc fotki pięknie przystrojonym daniom, drinkom oraz ludziom, którzy wyrazili zgodę na sfotografowanie.
W końcu usiadłam przy jednym wolnym stoliku w kącie i przejrzałam zdjęcia, które udało mi się zrobić.
Były naprawdę dobre, pokazywały uczucia, radość, przepyszne jedzenie i co najważniejsze atmosferę, która tu panuje. Ludzie kochają to miejsce, bo wypełnione jest miłością i pasją. Czyli tym co jest najważniejsze w życiu. Osoby, które tu pracują robią to z uśmiechem na twarzy i ciągłym zafascynowaniem.
-Przepraszam, czy mogę się dosiąść?
Uniosłam wzrok na sylwetkę przed sobą i wciągnęłam powietrze ze świstem. Nie spodziewałam się, że nadejdzie ta chwila, a jednak on stoi przede mną w pełnej okazałości i uśmiecha się jakby chciał powalić tym na kolana tysiące żołnierzy.
Brook, opanuj się.
-Właściwie to ja tu nie siedzę, tylko na chwile..-odpowiedziałam wstając z krzesła, lecz przerwał mi w połowie zdania.
-Właściwie to nie musisz od razu uciekać, nie pogryzę cię.-wychrypiał mierząc powolnym wzrokiem moją twarz.
Och uwierz, ja bym bardzo tego chciała...Chwila, co? Nie!
Zaśmiałam się nerwowo i rozejrzałam po gościach naokoło nas.
-W sumie to mogę na moment.-wymamrotałam i odpadłam na krzesło.
On także usiadł, lecz tuż obok mnie przesuwając specjalnie krzesło. Przejechałam potajemnie wzrokiem od stóp do głów, zauważając w co był ubrany. Jeansy, bluza i kurtka. Ach, tak i te boskie perfumy. Pachniał jak młody Bóg.
-A więc...robisz zdjęcia?-kiwnął głową na sprzęt, który trzymałam w dłoniach.
Otworzyłam usta, aby cokolwiek z siebie wykrztusić, lecz ostatecznie skusiłam się na przytaknięcie głową.
Nigdy nie miałam problemu w rozmowie z obcymi ludźmi, a tym bardziej w moim wieku. On był dziwny, nie mogłam nic odczytać z jego twarzy, oczu...Czym go zainteresowałam? Mogę chyba tak o tym myśleć, prawda? Bo gdybym go nie zaintrygowała to raczej nie siedziałby obok i nie wlepiał we mnie tych pięknych oczu, a tym bardziej nie zaczepiłby w środku nocy.
-Co robiłeś wtedy..tak późno w nocy. W dodatku sam.-zmarszczyłam brwi, bardziej stwierdzając, niż zadając pytanie.
Odchylił się lekko na krześle i ułożył dłonie na udach, zastanawiając się pewnie co ma mi odpowiedzieć.
Coś długo się zastanawia, Brookie. To podejrzane.- głos w mojej głowie odezwał się jak zwykle w nie odpowiednim momencie.
-Byłem..pobiegać.-odparł po dłuższej chwili.-Wiesz lubię czasami tak sobie potruchtać między uliczkami, gdy nikt nie widzi.-oblizał swoje wargi, spoglądając w moją stronę.
Łże jak pies!
Pokiwałam głową z lekkim uśmiechem.
-Pozwolisz, że wrócę do pracy.-mruknęłam, włączając aparat.
Zerknął na lustrzankę, po czym spojrzał prosto w moje oczy i wykrzywił wargi w uśmiechu, przez który poczułam przyjemny dreszczyk na plecach.
Uniosłam sprzęt i zrobiłam mu kilka zdjęć, nim mógł jakkolwiek zareagować.
Zaśmiałam się przeglądając od razu zrobione ujęcia, kiwnęłam głową z uznaniem dostrzegając jak jest fotogeniczny.
-Teraz moja kolej, Brooklyn.-zabrał mi aparat i przysunął go bliżej swojej twarzy, poprawiając jedynie ostrość.-Uśmiechnij się, gdy to robisz jesteś jeszcze piękniejsza.-wychrypiał, przyciskając kilka razy duży guzik.
Zarumieniłam się na wypowiedziany komplement, lecz moje wargi mimowolnie wygięły się w delikatnym uśmiechu. Uniósł dłoń i delikatnym gestem schował kilka kosmyków za moje ucho, oczywiście było to istotne do zdjęcia.
-Proszę.-oddał mi moją "zabaweczkę" i nachylił się, abyśmy mogli razem obejrzeć to co zrobiliśmy.
Przegryzłam dolną wargę na samym początku przewijając ujęcia chłopaka, które były idealne. Jego kości policzkowe, oczy, brwi, usta i ten uśmiech.. Czułam jak staję jeszcze bardziej skrępowana w towarzystwie blondyna.
-O losie.-szepnęłam, widząc siebie na małym ekranie.
Nie lubię, kiedy ktoś robi mi zdjęcia i nie ma znaczenia czy to telefon, czy aparat. Po prostu jestem zdania, że beznadziejnie na nich wychodzę.
-Podoba mi się, w sumie nadawałbym się.-powiedział, zaczynając się cicho śmiać.
Wywróciłam teatralnie oczami i odwróciłam głowę w stronę chłopaka.
-No nie wiem, mi się średnio podobają.-odparłam, starając się powstrzymać uśmiech.
Na twarzy jasnookiego pojawiło się zmieszanie, po czym jedynie spojrzał na mnie podejrzliwie i uśmiechnął się złośliwie.
-Jesteś dość krytyczna, Brook. Czy to zazdrość tobą kieruje?
Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się, tak iż goście z stolików obok nas zaczęli posyłać mi zirytowane spojrzenia.
Chłopak odpowiedział mi szerokim uśmiechem i wstał z krzesła.
-Muszę już iść, miło było z tobą ponownie porozmawiać.-nachylił się nade mną i przesunął dłonią po rozpuszczonych kosmykach.-Mam nadzieje, że takich okazji będzie znacznie więcej.-szepnął wprost do mego ucha.
Nim zdołałam cokolwiek z siebie wykrztusić, a on zniknął z mojego pola widzenia i jedyne co czułam to mrowienie na moim uchu.
W głowie wciąż na nowo rozbrzmiewały ostatnie słowa Roberta, które sprawiały, iż nie miałam pojęcia co robię w tej restauracji i dlaczego nie biegnę go poszukać, aby znowu zatracić się w tych oczach i głosie.
Potrząsnęłam głową i wróciłam na ziemię.
Musze się skupić, a tym bardziej wrócić do pracy, inaczej zaraz dostanę opierdziel od kelnerów, albo co gorsza od taty.
Przegryzłam dolną wargę przypominając sobie jego komplement i rozpływając się pod znaczeniem tych słów. Uśmiechnij się, gdy to robisz jesteś jeszcze piękniejsza.
Zmarszczyłam brwi przypominając sobie wiadomości z wczorajszej nocy i zastygałam bez ruchu jak głaz. Otworzyłam szeroko buzię i ruszyłam w stronę drzwi, wpadając po drodze na kilku kelnerów oraz gości. To niemożliwe.-pomyślałam i pokręciłam głową. Wybiegłam z knajpy i rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu mężczyzny. On nie może być autorem tych wiadomości...
Uchyliłam powiekę, mając nadzieję, że ojciec jest w trakcie zamykania drzwi od knajpki, lecz wciąż wszędzie były pozapalane światła, a przy wejściu nie było żywej duszy.
Och losie ile bym dała, żeby wracać już do domu i mieć to za sobą. Jestem pewna, że tato jest tak samo, albo i bardziej wyczerpany ode mnie. Wystrój sali, specjalne dania, wypieki i prezenty dla gości...Tyle go to kosztuje stresu i nerwów, ale widać, że kocha to co robi. Przez te 5 dni nie usłyszałam z jego ust, ani razu słowa "zmęczenie" lub jakiekolwiek marudzenie.
Podskoczyłam na siedzeniu, kiedy ktoś zapukał do szyby od strony kierowcy. Automatycznie wyprostowałam się jak struna i otworzyłam szeroko oczy, widząc tylko ciemną postać po drugiej stronie drzwi.
O zgrozo...Moje serce właśnie biegnie w maratonie, a ręce zamieniły się w galarety.
Przełknęłam ślinę i lekko uchyliłam szybę, tak aby usłyszeć tylko co obcy ode mnie chce. Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie nic prócz tego jednego słowa.
-Słucham?
Do moich uszu dotarła znana mi piosenka "I feel it coming" i mimowolnie kąciki moich ust drgnęły. Uwielbiam tą piosenkę.
-Brooklyn?-Zachrypnięty głos przebił się przez cichą melodie, która wypływała ze słuchawek mężczyzny przede mną. Zdecydowanie mogę stwierdzić, iż była to płeć przeciwna, żadna zdrowa kobieta nie miałaby takich szerokich barków oraz głębokiego głosu. Choć z tym głosem...trafiają się przypadki.
-Przepraszam, ale nie wiem kim Pan jest.-pokręciłam głową, zapalając szybkim ruchem światełko nad sobą. Byłam przerażona i jedyne czego chciałam to zobaczyć twarz faceta, który znał moje imię.
Ujrzałam niebieskie tęczówki, które błyszczały w lekkiej poświacie dochodzącej z auta, lecz nie ruszyłam się z miejsca chcąc podziwiać ich niemożliwie dziwną barwę. Uśmiech wkradł się na wargi chłopaka, który przejechał sprawnie palcem po parującej szybie rysując znak zapytania.
Sunęłam wzrokiem za jego poczynaniami i zmarszczyłam brwi, przenosząc wzrok z powrotem na Roberta.
-Znak zapytania?-odparłam, lecz zabrzmiało to jak pytanie.
Palec jeździł po szybie w ekspresowym tempie, pisząc słowo po słowie. Na mojej twarzy zagościł uśmiech, kiedy starłam się sklecić z tego pytanie, które chciał mi zadać.
-Co robisz...Tak późno..-Przechyliłam głowę w bok, marszcząc lekko nos, kiedy jedna literka zniknęła i wyraz stracił jakikolwiek sens.- O tej porze?
Dopisał szybko słowo "Sama", a z mojego gardła wyrwał się cichy chichot.
-Czekam na tatę.-wskazałam kciukiem na budynek.
Ciemny blondyn przysunął się do szyby i chuchnął kilka razy, aby ponownie zaparowała i dzięki temu mógł napisać na niej kilka słów.
Uniosłam lekko brwi, czytając po kolei idealnie napisane wyrazy, które składały się w jedno krótkie zdanie "Nie mogę doczekać się jutra".
Spojrzałam na niego i jedyne co mogłam dostrzec to dłoń, która powoli sunęła się po szybie w dół. Sylwetka zginęłam w ciemnościach, a zaraz z nią słowa na szybie. Przesunęłam powoli palcami po kosmykach puszczonych włosów i odetchnęłam głęboko.
Czułam się jak w filmie...Noc, samotna dziewczyna i przystojny chłopak, który z lekka mnie przerażał. I zaznaczam to nie był film romantyczny, tylko horror.
Mogłabym rzec, że ten typ mnie prześladuje, lecz skąd mógł wiedzieć, że tutaj jestem, tak samo gdy wpadliśmy na siebie w sklepie, a raczej to ja wpadłam na niego. Nie potrafię pojąć zbiegów okoliczności, ale te są prawdziwe i przerażające. Jest ciemno, więc jakim cudem dostrzegł, że to ja siedzę w samochodzie. Może sam nie był pewny i zrobił to na wyczucie? Sama nie kupuję tej wersji, ale inne nie potrafię w tym momencie wymyśleć.
-Brook!-Podskoczyłam na siedzeniu, słysząc nagły krzyk.
Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego tatę.
-Wracajmy, już późno. A jutro czeka nas jeszcze dużo pracy.-Powiedział, zapinając pasy bezpieczeństwa.
Po powrocie do domu rzuciłam się na łóżko, nadal mając w głowie tę dziwną sytuacje z Robertem. Poznaliśmy się przy moście, zmieniliśmy ze sobą dosłownie tylko kilka zdań. Wspomniałam mu tylko raz o tej imprezie i szczerze? Nie sądziłam, że weźmie to sobie tak do serca. Moje relacji z mężczyznami nie układały się pomyślnie, zawsze było coś nie tak i kończyło się na kilku randkach, nigdy nie wynikało z tego coś więcej. Byłam skazana na krótkie, przelotne znajomości. Ale nie zależało mi na czymś takim, jestem zwolenniczką głębokiej i namiętnej miłości, która sprawia, że nie widzisz świata poza swoim ukochanym i chcesz być częścią jego życia. Uczucie, które zarazem wyniszcza i buduje, sprawia, że nie liczy się nic innego i nie chcesz, aby się liczyło. To miłość wypalająca od środka, pozostawiająca po sobie żar nie do ugaszenia. Jak głupia wierzę, że przytrafi mi się w życiu coś tak pięknego, a zarazem nierealnego. Nie wiem skąd marzę o takiej zagorzałej miłości, może obejrzałam za dużo filmów z tym wątkiem, lecz nie potrafię wymienić choćby jednego, w którym widziałabym takie uczucie, które można byłoby nazwać żywym ogniem.
Uniosłam się, kiedy wyświetlacz mojego telefonu zabłysnął. Achh, nie koniec niespodzianek na dzisiaj.
Od: Nieznany
Tak późna godzina, a w twoim pokoju wciąż palą się światła? x
Otworzyłam usta i odskoczyłam z łóżka biegnąc do okna, w dłoni ściskałam komórkę i wypatrywałam jakiejkolwiek postaci przez szybę. Krew w moich żyłach przyspieszyła, przez co moje policzki stały się mocno różowe. To niemożliwe, aby ktoś mógłby mnie cały czas obserwować i śledzić, każdy ruch. W tej chwili miałam ochotę wybiec z domu i szukać tego gnojka, który wybrał sobie mnie jako punkt zaczepienia do żartów. Przeniosłam wzrok na telefon, który zawibrował w mojej ręce, przycisnęłam go do klatki piersiowej i jednym ruchem zasłoniłam roletę.
Od: Nieznany
Pięknie się złościsz, ale z uśmiechem bardziej Ci do twarzy. ;)
Wbiegłam na łóżko, gasząc lampkę i zakopałam się pod kołdrę. Oddychałam ciężko, przesuwając powoli wzrokiem z jednej wiadomości na drugą. To w żadnym wypadku nie było śmieszne, jestem obserwowana przez obcego faceta.
O Panie za jakie grzechy...
-Brooklyn!-wydarł się tato, kiedy wciąż ślęczałam nad aparatem na zapleczu knajpy.
Westchnęłam cicho i spakowałam sprzęt do specjalnego kuferka, po czym weszłam na kuchnię.
-Co jest? Musiałam sprawdzić czy aparat jest gotowy na otwarcie.-przetarłam zmęczoną twarz dłonią.
Przespałam zaledwie kilka godzin, przez co dzisiaj czuje się jak zwłoki, które ktoś niepotrzebne przywrócił do "życia".
-Zaraz otwieramy, ale wiesz, że będziesz potrzebna dopiero po południu. Jedź do domu i ogarnij się, nie wyglądasz za dobrze.-mężczyzna skrzywił się patrząc na mnie.
Zaśmiałam się cicho i oparłam o blat za sobą.
Dziękuje za te słowa pocieszenia były bardzo trafione w punkt!
-Tak, domyślam się. Dzięki.-parsknęłam i zarzuciłam pasek od kuferka, po czym poszłam do wyjścia.-Do później!-krzyknęłam i opuściłam lokal.
Mroźne powietrze rozwiało moje włosy na boki, czułam się jakby tchnęło we mnie nowe życie. Wsiadłam do swojego auta i wróciłam do domu, chcąc zdrzemnąć się jeszcze na kilka godzin.
Obudził mnie dźwięk ustawionego wcześniej alarmu, musiałam go nastawić inaczej prawdopodobnie dotarłabym na imprezę z poważnym opóźnieniem. A tego bym sobie nigdy nie wybaczyła.
Ubrałam standardowy komplet, czarne jeansy, koszulka i na to bluza w kolorze spodni. Musiałam czuć się swobodnie, chciałam uzyskać jak najlepsze ujęcia.
Zaparkowałam po drugiej stronie ulicy, ponieważ obok restauracji wszystkie miejsca parkingowe zostały zajęte, przebiegłam przez jezdnię i znalazłam się wewnątrz pomieszczenia. Wszystkie stoliki były oblężone przez śmiejących się, rozmawiających ze sobą gości, pomiędzy nimi przeskakiwali kelnerzy z pełnymi tacami świeżego jedzenia lub brudnych naczyń.
Uśmiech zagościł na mojej twarzy, wyjęłam aparat i pstryknęłam pierwsze zdjęcia, na których Mark i Joe ( to nasi najlepsi kelnerzy) podają kolorowe drinki dla największego stolika. Pomachałam im na powitanie.
Ruszyłam w głąb knajpy robiąc fotki pięknie przystrojonym daniom, drinkom oraz ludziom, którzy wyrazili zgodę na sfotografowanie.
W końcu usiadłam przy jednym wolnym stoliku w kącie i przejrzałam zdjęcia, które udało mi się zrobić.
Były naprawdę dobre, pokazywały uczucia, radość, przepyszne jedzenie i co najważniejsze atmosferę, która tu panuje. Ludzie kochają to miejsce, bo wypełnione jest miłością i pasją. Czyli tym co jest najważniejsze w życiu. Osoby, które tu pracują robią to z uśmiechem na twarzy i ciągłym zafascynowaniem.
-Przepraszam, czy mogę się dosiąść?
Uniosłam wzrok na sylwetkę przed sobą i wciągnęłam powietrze ze świstem. Nie spodziewałam się, że nadejdzie ta chwila, a jednak on stoi przede mną w pełnej okazałości i uśmiecha się jakby chciał powalić tym na kolana tysiące żołnierzy.
Brook, opanuj się.
-Właściwie to ja tu nie siedzę, tylko na chwile..-odpowiedziałam wstając z krzesła, lecz przerwał mi w połowie zdania.
-Właściwie to nie musisz od razu uciekać, nie pogryzę cię.-wychrypiał mierząc powolnym wzrokiem moją twarz.
Och uwierz, ja bym bardzo tego chciała...Chwila, co? Nie!
Zaśmiałam się nerwowo i rozejrzałam po gościach naokoło nas.
-W sumie to mogę na moment.-wymamrotałam i odpadłam na krzesło.
On także usiadł, lecz tuż obok mnie przesuwając specjalnie krzesło. Przejechałam potajemnie wzrokiem od stóp do głów, zauważając w co był ubrany. Jeansy, bluza i kurtka. Ach, tak i te boskie perfumy. Pachniał jak młody Bóg.
-A więc...robisz zdjęcia?-kiwnął głową na sprzęt, który trzymałam w dłoniach.
Otworzyłam usta, aby cokolwiek z siebie wykrztusić, lecz ostatecznie skusiłam się na przytaknięcie głową.
Nigdy nie miałam problemu w rozmowie z obcymi ludźmi, a tym bardziej w moim wieku. On był dziwny, nie mogłam nic odczytać z jego twarzy, oczu...Czym go zainteresowałam? Mogę chyba tak o tym myśleć, prawda? Bo gdybym go nie zaintrygowała to raczej nie siedziałby obok i nie wlepiał we mnie tych pięknych oczu, a tym bardziej nie zaczepiłby w środku nocy.
-Co robiłeś wtedy..tak późno w nocy. W dodatku sam.-zmarszczyłam brwi, bardziej stwierdzając, niż zadając pytanie.
Odchylił się lekko na krześle i ułożył dłonie na udach, zastanawiając się pewnie co ma mi odpowiedzieć.
Coś długo się zastanawia, Brookie. To podejrzane.- głos w mojej głowie odezwał się jak zwykle w nie odpowiednim momencie.
-Byłem..pobiegać.-odparł po dłuższej chwili.-Wiesz lubię czasami tak sobie potruchtać między uliczkami, gdy nikt nie widzi.-oblizał swoje wargi, spoglądając w moją stronę.
Łże jak pies!
Pokiwałam głową z lekkim uśmiechem.
-Pozwolisz, że wrócę do pracy.-mruknęłam, włączając aparat.
Zerknął na lustrzankę, po czym spojrzał prosto w moje oczy i wykrzywił wargi w uśmiechu, przez który poczułam przyjemny dreszczyk na plecach.
Uniosłam sprzęt i zrobiłam mu kilka zdjęć, nim mógł jakkolwiek zareagować.
Zaśmiałam się przeglądając od razu zrobione ujęcia, kiwnęłam głową z uznaniem dostrzegając jak jest fotogeniczny.
-Teraz moja kolej, Brooklyn.-zabrał mi aparat i przysunął go bliżej swojej twarzy, poprawiając jedynie ostrość.-Uśmiechnij się, gdy to robisz jesteś jeszcze piękniejsza.-wychrypiał, przyciskając kilka razy duży guzik.
Zarumieniłam się na wypowiedziany komplement, lecz moje wargi mimowolnie wygięły się w delikatnym uśmiechu. Uniósł dłoń i delikatnym gestem schował kilka kosmyków za moje ucho, oczywiście było to istotne do zdjęcia.
-Proszę.-oddał mi moją "zabaweczkę" i nachylił się, abyśmy mogli razem obejrzeć to co zrobiliśmy.
Przegryzłam dolną wargę na samym początku przewijając ujęcia chłopaka, które były idealne. Jego kości policzkowe, oczy, brwi, usta i ten uśmiech.. Czułam jak staję jeszcze bardziej skrępowana w towarzystwie blondyna.
-O losie.-szepnęłam, widząc siebie na małym ekranie.
Nie lubię, kiedy ktoś robi mi zdjęcia i nie ma znaczenia czy to telefon, czy aparat. Po prostu jestem zdania, że beznadziejnie na nich wychodzę.
-Podoba mi się, w sumie nadawałbym się.-powiedział, zaczynając się cicho śmiać.
Wywróciłam teatralnie oczami i odwróciłam głowę w stronę chłopaka.
-No nie wiem, mi się średnio podobają.-odparłam, starając się powstrzymać uśmiech.
Na twarzy jasnookiego pojawiło się zmieszanie, po czym jedynie spojrzał na mnie podejrzliwie i uśmiechnął się złośliwie.
-Jesteś dość krytyczna, Brook. Czy to zazdrość tobą kieruje?
Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się, tak iż goście z stolików obok nas zaczęli posyłać mi zirytowane spojrzenia.
Chłopak odpowiedział mi szerokim uśmiechem i wstał z krzesła.
-Muszę już iść, miło było z tobą ponownie porozmawiać.-nachylił się nade mną i przesunął dłonią po rozpuszczonych kosmykach.-Mam nadzieje, że takich okazji będzie znacznie więcej.-szepnął wprost do mego ucha.
Nim zdołałam cokolwiek z siebie wykrztusić, a on zniknął z mojego pola widzenia i jedyne co czułam to mrowienie na moim uchu.
W głowie wciąż na nowo rozbrzmiewały ostatnie słowa Roberta, które sprawiały, iż nie miałam pojęcia co robię w tej restauracji i dlaczego nie biegnę go poszukać, aby znowu zatracić się w tych oczach i głosie.
Potrząsnęłam głową i wróciłam na ziemię.
Musze się skupić, a tym bardziej wrócić do pracy, inaczej zaraz dostanę opierdziel od kelnerów, albo co gorsza od taty.
Przegryzłam dolną wargę przypominając sobie jego komplement i rozpływając się pod znaczeniem tych słów. Uśmiechnij się, gdy to robisz jesteś jeszcze piękniejsza.
Zmarszczyłam brwi przypominając sobie wiadomości z wczorajszej nocy i zastygałam bez ruchu jak głaz. Otworzyłam szeroko buzię i ruszyłam w stronę drzwi, wpadając po drodze na kilku kelnerów oraz gości. To niemożliwe.-pomyślałam i pokręciłam głową. Wybiegłam z knajpy i rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu mężczyzny. On nie może być autorem tych wiadomości...
Komentarze
Prześlij komentarz